[...] No a potem znalazłam ten obrazek w pamiętniku. I aż usiadłam. Ja już WTEDY wiedziałam, co lubię w mężczyźnie....
...czyli pies ogrodnika wpis z 8 sty 2017
...czyli w poszukiwaniu pozytywnych uczuć wpis z dn 18 gru 2016
Są niewyobrażalne plusy poznawania siebie. Wydawało mi się, że przecież kogo jak kogo, ale siebie to ja znam. Wiedziałam, co lubię czego nie, kogo lubię, kogo nie i dlaczego. Tak naprawdę była to wiedza wysoce powierzchowna. W wielu sytuacjach działałam według zapisanego kiedyś we mnie programu. Zgłębiając z czasem temat dowiedziałam się, że to, co wydaje się nam świadomym podejmowaniem decyzji oraz wykalkulowanym zachowaniem, tak naprawdę jest powielanym wzorem – najczęściej od dzieciństwa....
Kiedy już ruszyłam, pełna wewnętrznej ekscytacji i radości jak dziecko oraz oczekiwania na cudy okazało się, że droga jest raczej pod górkę (do tego stromą), wyboista i kręta. Szeroki uśmiech powoli schodził, a ja coraz wyżej musiałam zadzierać głowę, aby zobaczyć cel. W końcu, w którymś momencie zniknął. Dokąd szłam? Po co? Dlaczego? Przecież ja się chciałam tylko nauczyć wróżyć z kart Tarota!!! Okazało się, że tam dokąd idę można dojść na wiele sposobów, różnymi ścieżkami, a i tak wcześniej...
Na początku był "szczęśliwy" świat wokół mnie i bańka mydlana. Kiedy ją przebiłam, okazało się, że jednak fajnie było nosić różowe okulary a co gorsze, nie można ich było już włożyć z powrotem. Jedną z rzeczy z którymi musiałam się zmierzyć była moja kobiecość.