O moich książkach

19 - To, co moje

W samorozwoju ważne jest, aby obserwować siebie, własne reakcje i emocje oraz by zauważać przychodzące sytuacje, zwłaszcza te, które się powtarzają. Przynoszą one bowiem ze sobą cenne informacje. Z tego co się zaobserwuje należy wyciągać wnioski. Życie składa się z etapów – każdy czemuś konkretnemu służy, najlepiej jeśli skupimy się na tym, co dobrego nam on przynosi. W moim życiu obecnie kończy się etap tzw. pustelni. Nieświadomie do niej weszłam, ale świadomie ją opuszczam. Półtora roku w towarzyskiej ciszy zaowocowało wieloma zmianami, nie tylko we mnie.

Nie wiedziałam, że weszłam do pustelni, ponieważ nie było to zamierzone. Traumatyczne dla mnie wydarzenia, niemożność ich zrozumienia i osądzenia spowodowały, że zaczęłam myśleć nad tym, co się stało. Analizowałam i próbowałam ugryźć problem z wielu stron. Ale to była tylko jedna strona problemu. Nastąpiły również zmiany wśród moich przyjaciół. Mniej więcej trzy lata temu ktoś mi powiedział, że jak się rzeczy będą czyścić, to różne znajomości odpadną lub się przetransformują. Nie brałam tego za bardzo wtedy pod uwagę. Dzisiaj podsumowując i patrząc dookoła siebie dostrzegam kilka najbliższych mi osób, z którymi mogę szczerze o wszystkim porozmawiać, ponieważ czuję ich zrozumienie. Nie muszą się ze mną zgadzać, bo tego nie oczekuję, ale czuję akceptację i wsparcie, ponieważ mówimy podobnym językiem, podobnie patrzymy na świat. Różnice natomiast nie są istotne, ponieważ w niczym nam nie przeszkadzają. Co się stało z resztą ludzi, którzy byli mi tak bliscy? Najprościej byłoby odpowiedzieć: nie wiem, ale nad tym też się zastanawiam. Odpowiedzi przyjdą – jak zawsze. Nie chodzi oczywiście o to, że mają inne poglądy na świat, na życie, inne podejścia do wielu spraw czy inne zainteresowania. Problem leży gdzieś indziej – ja nie czuję potrzeby dzielenia się tym, co do mnie przychodzi, ponieważ czasami jest to zbyt osobiste, jakby przeznaczone tylko dla mnie. Kiedyś tak nie było – byłam otwarta, aż zanadto chyba, mówiłam zdecydowanie za dużo, a przecież nie zawsze wiemy, kto słucha. Stało się tak dlatego, że po pierwsze zmieniła się moja otwartość, czyli stałam się bardziej zamknięta w sobie, a po drugie jestem ostrożniejsza. Wynika to z tego, że to, co mnie fascynuje i interesuje, to w co ja wierzę niekoniecznie musi być tym samym dla kogoś innego. Czasami ludzi może dziwić lub szokować to, o czym i jak mówię, a to wszystko (wędrówka dusz, przeprowadzanie na drugą stronę, oczyszczanie energią, uzdrawianie itp.) jest moim życiem i moim światem. Mogę być tylko sobą – nikim innym. Dziś zdaję sobie z tego sprawę, i jak kiedyś z fascynacją paplałam o takich rzeczach, to dziś milczę. Moją wiedzą i przemyśleniami dzielę się z tymi, którzy po to przychodzą i którzy są na to gotowi.

Mój wewnętrzny świat jest tylko mój. Moje poglądy, spostrzeżenia, wnioski, podejścia i przekonania też są tylko moje. To, nad czym teraz pracuję to umiejętność nieprzerzucania na drugą osobę własnych przekonań. Ostatnio to zrozumiałam. Przyszło do mnie takie małe olśnienie. Zobaczyłam każdego człowieka w jego własnej osobistej „bańce”. Ta bańka to jego świat, jego życie, jego otoczenie. Każdy z nas ma swoją „bańkę”. Będąc w środku wierzymy w to, co widzimy i czego doświadczamy. A widzimy i doświadczamy tego, co dzieje się tylko w naszej głowę. Ale nam się wydaje, że te prawa, które działają w naszej bańce są uniwersalne dla każdej innej bańki. A to chyba nie do końca tak jest. Wyjaśnię to na przykładzie. W moim świecie – dla mnie – każda sytuacja ma szczęśliwe zakończenie, a jeśli nie znam jeszcze rozwiązania to mam pewność, że przyjdzie ono w odpowiednim momencie i że wszystko będzie najlepiej dla mnie. W rozmowie z kimś, mówię: nie martwię się tym, teraz, bo wszystkiego się dowiem w swoim czasie i będę wiedziała, jakie decyzje podjąć. Osoba ta odpowiada mi: ale to nie jest takie proste. I tu jest sedno: w moim świecie to jest proste i działa tak, jak powiedziałam, w świecie tej osoby nie jest i wydaje się jej, że dla nikogo nie jest. Ta osoba patrzy przez pryzmat własnej bańki. Chodzi o to, że nasz świat funkcjonuje według reguł, które sami mu narzucamy. O przekonaniach i jak je zmieniać będę jeszcze pisać, bo one tutaj stanowią fundament. Dla sceptyków, ludzi twardo stąpających po ziemi, dla których jedynym światem jest świat widzialny nie do zaakceptowania są teorie, w których to my tak naprawdę decydujemy o tym, jaki jest świat wokół nas. A co jeśli ta teoria jest słuszna? Czy tracimy cokolwiek, jeśli nad tym chwilę pomyślimy? Realiści uwierzą, kiedy zobaczą, czyli najpierw dowody potem zmiana przekonań. A teoria, o której mówię zakłada, że najpierw należy zmienić przekonanie, a potem odbija się ono (manifestuje) w świecie rzeczywistym. Dopiero się tego uczę, dopiero tak naprawdę odkrywam te zasady, sprawdzam je, próbuję. Nic mnie to nie kosztuje, poza pewnymi pozytywnymi efektami.

Moja jest również silna wiara w przewodnictwo. Wierzę, a właściwie to wiem, że mam prowadzenie. Każdy z nas ma. Mam opiekę Aniołów i przewodników duchowych pochodzących z mojego rodu. Czasami, ktoś kto odszedł, staje się opiekunem w rodzie. Taką wybiera dla siebie funkcję. Wielu ludzi wyczuwa czasem obecność mamy, taty, babci w trudnych sytuacjach. I nie jest to złudzenie. Nauczyłam się zawierzać i ufać. Nie było to łatwe, ale jeśli tylko jest wola, są i efekty. Sama tworzę swój własny świat wokół mnie. Bo czymże on jest, jeśli nie odbiciem tego, w co wierzę? Uczę się świadomego życia – uczę się siebie. Ustalam, co moje i to co nie moje. Mam świadomość tego, że wszystko, łącznie z poglądami, podejściem i przekonaniami się zmienia i będzie się zmieniać. Staram się nie być radykalna w tym, ponieważ zamykałoby mi to drzwi do zmian.

Ostanie dni były dla mnie dniami małych oświeceń, takich, które poczułam. Bo przeczytać coś, zgadzać się z czymś na zimno to nie znaczy działać według tego. Podobają nam się różne mądre stwierdzenia, gdzieś wyczytane czy usłyszane, np. wzięte z Vadima, które bardzo lubię: pozwól sobie być sobą, a innym innymi. Ale co z tego, jeśli tak naprawdę nie stosujemy tych mądrości w życiu? Małe oświecenia dla mnie to prawdy, które poczułam, kiedy coś przeniknęło mnie, mój umysł na wylot, i pozostawiło po sobie zrozumienie. To jak wgrać aktualizację systemu. Nie ma już opcji działania na starej wersji. Bardzo lubię, kiedy takie rzeczy do mnie przychodzą. Zmieniają one moją bańkę, moje spojrzenie na świat i ludzi. Do każdego z nas rzeczy przychodzą, wtedy kiedy na to czas. A czas jest wtedy, kiedy jesteśmy gotowi na zmiany, kiedy naprawdę ich chcemy.

Opublikowany: Blog

Zostaw komentarz