O moich książkach

22 - Nie wszystko złoto, co ma długie włosy, czyli o mężczyznach raz jeszcze

Mężczyźni mnie fascynują i na pewno co jakiś czas temat będzie powracał. Obrazek, który znalazł się przy tym wpisie namalowałam, kiedy miałam kilka lat. Miałam dwa grube brązowe pamiętniki, w których rysowałam i pisałam różne dziecięce gryzmoły. Mam wrażenie, że od samego początku nie miałam zielonego pojęcia o mężczyznach, związkach a już na pewno nie miałam pojęcia o tym, kogo i czego szukam. Jednakże gdzieś głęboko, podświadomie coś – dusza? – wiedziało. Jasność w tym temacie przychodzi powoli – krok po kroku pokazują się rzeczy, które ja układam w głowie. Czasami wręcz fizycznie czuję jak mi się tam jakieś segmenciki przestawiają. Mój totalny brak świadomości, jakiego mężczyznę bym chciała była porażająca. Miałam różne związki. Z dzisiejszej perspektywy patrząc były one zupełnie przypadkowe. Mówiąc przypadkowe mam na myśli, że byłam z kimś, bo jakoś tak wyszło, bo zakochałam się – ale tak naprawdę ten chłopak, czy później mężczyzna, nie był ani w moim typie z wyglądu ani z charakteru. Pamiętam, że moją największą nastoletnią miłością był Thomas Anders z Modern Talking. Żyje się taką fantazją, karmi wyobraźnię, a potem wraca do rzeczywistości. Zakodowany – nie wiem skąd – program, że tacy mężczyźni są nieosiągalni działał w najlepsze. Byłam z blondynami, szatynami i nawet z chłopakiem o złotych włosach, a bruneci w moim typie pozostawali w sferze marzeń.

Pewnego dnia poszłam do kina na Desperado. Byłam już kobietą z jakimś doświadczeniem i nie zapomnę tej chwili, kiedy w pewnym momencie Antonio Banderas mija jakieś wiszące szmatki, a ja jedyne co widziałam to były jego czarne proste do ramion włosy! Matko Boska i wszyscy święci! ALLELUJA! Znalazłam się w niebie. Przerzuciło mnie tam, jak za pomocą świstoklika. No Thomas Anders w innej odsłonie! Nie zdziwi chyba nikogo, że jest to mój ukochany film po dziś. Gapiłam się na niego jak zahipnotyzowana, powtarzając w myślach jak mantrę: Boże, idealny mężczyzna! Coś mi się otworzyło, uświadomiło i już – tym razem świadomie – wiedziałam, że to jest mój typ. No, to coś przynajmniej sama ze sobą ustaliłam. W końcu odkryłam Keanu Reeves'a i tak już zostało. No a potem znalazłam ten obrazek w pamiętniku. I aż usiadłam. Ja już WTEDY wiedziałam, co lubię w mężczyźnie. Przecież dusza, czy cokolwiek to jest, wie! Ktoś, coś wie! Dzisiaj wiem i ja.

Całkowite uświadomienie sobie pewnych rzeczy zabrało mi sporo czasu. W temacie mężczyzn rzeczy stają się klarowne. Najpierw stwierdziłam, że co jak co, ale czarne długie włosy muszą być. I inteligentny musi być, i rozmawiać ze mną o wszystkim, i rozumieć mnie. Zaczęłam o tym myśleć intensywnie, jak młody obudzony niedźwiedź na wiosnę. Afirmacja przejawiała się wszędzie, nawet na tapecie na telefonie. I nastąpił wysyp: zaczęli do mnie pisać mężczyźni z długimi czarnymi włosami. Sami z siebie, nie trzeba było ich gonić. No i fajnie. Byli inteligentni, rozumieli mnie i rozmawiali o wszystkim. Super, nie? Tylko że był zawsze jakiś problem: jeden 10 000 km stąd – odpada, drugi za młody i pokręcony, trzeci wiek odpowiedni, ale z rodziną. No, żesz! Co jest? Czyszcząca mówi do mnie tak: a afirmowałaś miłość? Wyobrażacie mnie sobie w tym momencie z oczami jak 5 złotych? No! Mówię: aaa nie wiem, chyba nie. Wahadło się zatrzymało i ruszyło ponownie w innym kierunku: spotykam mężczyznę, który pokocha mnie taką, jaka jestem, którego ja pokocham, wolnego, w moim wieku, który będzie wzorem dla mojego syna, który mnie rozumie, inteligentnego, niezależnego i który ma długie ciemne włosy.

W końcu miałam przelotne coś – bo romansem tego nazwać nie można – z kimś, kto miał długie ciemne włosy i to coś, co mnie niesamowicie kręciło. Ale nie wyszło. Z wielu różnych powodów, w skrócie zwanych życiem. To po tym incydencie uświadomiłam sobie, że nie wszystko złoto co ma długie czarne włosy i że aby być szczęśliwą w związku dobrze jest pójść na kompromis. Najważniejsze jest, jak mnie ten mężczyzna traktuje i jak sie przy nim czuję.

Czy coś się zmieniło po zmianie afirmacji? A zmieniło. Wraz ze zmianą programu w głowie, zmieniają się rzeczy w realnym świecie. Zaczynamy dostrzegać to, co afirmujemy. To zawsze tam było, tylko my tego nie widzieliśmy. Nie wierzyliśmy, że możemy to mieć. Więc na początek zauważyłam mężczyznę w moim wieku, który mi się podoba, jest wolny, ma co prawda niebieskie oczy i jasne włosy, ale to już nieważne. Chodzi o to, żeby się otworzyć, żeby uwierzyć w to, że są tacy mężczyźni, jacy mi się podobają. Ba – a nawet istnieją w realnym świecie. Są prawdziwi i dostępni.

Dziś już wiem, że nie muszę iść na daleko posunięte kompromisy, by być w związku. Bo dzisiaj ja nie chcę być w byle związku i z kimkolwiek byle być. Dziś już wiem, że mogę być szczęśliwa z kimś, kto jest po prostu dla mnie.

Opublikowany: Blog

Zostaw komentarz