[...] No a potem znalazłam ten obrazek w pamiętniku. I aż usiadłam. Ja już WTEDY wiedziałam, co lubię w mężczyźnie....
18 - To, co ważne, czyli moja lista wartości - wpis z 15 kwietnia 2017
W końcu nadszedł czas na ustawienie nowych priorytetów, tzw credo – czyli mojego własnego osobistego zestawu zasad i wartości. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, chociaż i owszem zauważałam ludzi wokół siebie z zestawem pewnym żelaznych zasad, które były bardzo ciężkie nawet do negocjacji. Kiedy dzisiaj porównuję siebie z tą osobą, którą byłam jeszcze 2 lata temu, to rzuca mi się w oczy jedna podstawowa rzecz: kiedyś moje zasady były nazbyt elastyczne i zmieniały się w zależności od sytuacji. Działałam pod wpływem emocji i moje decyzje też były nimi kierowane. Dzisiaj już wiem dlaczego wiele razy poniosłam porażkę i cierpiałam.
Ale po kolei. Kilka niezwykle istotnych wydarzeń z ostatnich dwóch lat dały mi nie tylko dużo do myślenia, ale naprowadziły na istotne wnioski oraz przyczyniły się do zmian, które w sobie wprowadzam.
Na początek krótki przykład: mężczyzna zakochuje się, przeżywa coś niezwykłego, czuje do tej kobiety coś, czego nigdy wcześniej nie czuł, z olbrzymią siłą i namiętnością owo uczucie wdziera się do jego życia. Ale w tej historii nie ma happy endu. Przez kilka dni pozwolił się sobie otworzyć na to, po czym następuje gwałtowne zatrzaśniecie drzwi. I koniec. Ale jak to??? Jak to w ogóle możliwe? To można tak zaprzeczyć takim uczuciom, zanegować je, odepchnąć, stwierdzić, że to nieważne, że tego nie ma, żyć dalej tak normalnie, jakby nic się nie stało...? Chyba żadna kobieta tego nie zrozumie. Dla większości kobiet w takiej sytuacji następuje zazwyczaj życiowy dramat – przez długi czas dochodzą do siebie, przeżywają, cierpią, funkcjonują na granicy depresji, żyją nadzieją. Aż w końcu i one wciąż ze wzrokiem utkwionym w jego stronę zatrzaskują swoje drzwi. Okazuje się, że mężczyznom łatwiej przychodzi podejmowanie takich decyzji. To, że są oni mniej emocjonalni, a więc i rzadko się emocjami kierują to już wiadomo. Jednak, to nie tylko to. Dużo czasu mi zajęło, żeby to zrozumieć. Przyszło do mnie kilka podobnych historii, aż zmusiły mnie one do bliższego spojrzenia na nie.
Wcześniej już o tym wspominałam, że zazwyczaj wskakiwałam w tego typu sytuacje szybko i bez kamizelki ratunkowej. Nie zastanawiałam się, co będzie później. A później zawsze cierpiałam, ale widać nie wystarczająco, bo się mało co nauczyłam. W końcu przychodzi lekcja taka, że się ją zapamiętuje.
Zanim zrozumiałam sytuację opisaną powyżej, upłynęło trochę czasu. Nazwałam ją zaciąganiem ręcznego hamulca. Bo dla mnie tak to wyglądało. Pierwsze co do mnie przyszło to umiejętność rozpoznania ostatnich stu metrów, kiedy jeszcze ten ręczny hamulec można w ogóle zaciągnąć. Uważam to za sukces – bo rozpoznanie to zawsze początek. A więc: rozpoznałam, zaciągnęłam ręczny i okazało się, że działa. Najważniejsze to zareagować odpowiednio wcześnie. Jak z chorobą. I wtedy, trochę później po tej lekcji, przyszło oświecenie. Nagle zostało mi to pokazane, jakbym weszła w ciało tego człowieka, spojrzałam jego oczami na świat, życie i wszystko stało się jasne. Jedyna trudność polega na tym, że zazwyczaj nie udaje nam się wyjść z siebie i wejść w kogoś innego, żeby coś zrozumieć. Mnie zostało to dane, i było to jak olśnienie. Na tym jednym przykładzie zrozumiałam, jak to w ogóle działa. Przecież to jest naprawdę proste! Chodzi o listę wartości i priorytetów. Dla mężczyzny z przykładu miłość albo znajduje się na ostatnim miejscu na liście albo w ogóle nie ma jej na liście rzeczy ważnych i wartościowych. Jak to możliwe? A możliwe, a do tego nie on jeden tak żyje. W jego przypadku na jego liście znajdują się m.in.: spokojna głowa, małe przyjemności, obowiązki, własny kąt z ogródkiem, opić się w weekend. Ta lista jest dłuższa, ale nie o nią tutaj teraz chodzi. Dlaczego miłość dla niego nie jest ważna? Bo w takim namiętnym wydaniu, będzie tylko chwilą zapomnienia, rozbłyskiem komety i niczym innym. Dla czegoś takiego nie rozwala się związku/rodziny, którą się ma. Wejście w to oznaczałoby udźwignięcie konsekwencji – ostracyzm w rodzinie, łzy itp. Po krótkiej analizie, rozważeniu za i przeciw – według własnych danych oczywiście – bilans wyszedł na niekorzyść dla miłości. Co jest zrozumiałe. Mimo że to coś rozgrzewało go od środka, nęciło to w konsekwencji rozważań okazało się niewartą wysiłku fanaberią, bo nie znajduje się wysoko na liście rzeczy wartościowych. Zaciągnął ręczny, odciął się, odwrócił – zatrzasnął drzwi. Proste. Jak to tak można na zimno? No, to już wiecie jak. I tak jest ze wszystkim. Jeśli nie pozwolimy sobie, aby coś nas pochłonęło, rozbudziło emocje, dotarło aż do serca – to łatwiej z tego zrezygnować.
Tej lekcji nauczyłam się dzięki mężczyznom. Była mi ona bardzo potrzebna, żeby niepotrzebnie i na własne życzenie już nie cierpieć. Zaciąganie ręcznego hamulca było mi obce w większości sytuacjach. Dzisiaj dzięki temu układam moja listę wartości. I tak na przykład kiedyś bardzo przeżywałam przemijanie rzeczy i chwil, dziś więcej rozumiem i z coraz większym spokojem podchodzę do różnych spraw. No i wiem, że zmieniają się również priorytety. Lubię, kiedy wokół mnie dużo się dzieje, kiedy ktoś dzwoni, ktoś przyjeżdża, gdzieś wychodzę, czy kogoś nowego poznaję. Lubię, kiedy wokół mnie wibruje powietrze. Tym bardziej teraz doceniam chwile zupełnej ciszy. Właściwie nigdy się sama ze sobą nie nudziłam, lecz dzisiaj zmienił się charakter czasu, który spędzam ze sobą. Pamiętam, że kiedyś w czasie życia w 1D, potrafiłam marnować ten skarb na różne rzeczy, które oczywiście wówczas wydawały mi się ważne. Nie żałuję tego, bo to jest już przeszłość. Za to dzisiaj, kiedy wiem, że będę mieć czas tylko dla siebie staram się go zaplanować jak najbardziej efektywnie. Maluję, piszę, czytam. Czasem po prostu siadam w ciszy, zamykam oczy i dziękuję za różne rzeczy lub proszę o przewodnictwo. Spoglądam wstecz i dopiero wtedy widzę, co się tak naprawdę zmieniło. Świat na zewnątrz jest ten sam, zasady w nim również. Zmiany zaszły we mnie. Nadal zachodzą, bo to jest ciągły proces. Niektóre rzeczy nie zmieniły się wcale – dobrze mieć ze sobą coś na kształt misia z dzieciństwa. Jakiś stały punkt.
Dzisiaj ważne są dla mnie relacje z moim synem, Energią, ludźmi i światem. Ważna jest dla mnie miłość – każdy jej przejaw; mój rozwój i zmiany, które we mnie zachodzą. Nadal ważni są ludzie, ale zmieniła się ilość czasu, jaki mogę im dać. Ktoś kto patrzy na mnie z zewnątrz, może w ogóle nie zauważyć tych zmian. Nie musi. Wszystko co robię, robię dla siebie. Cały czas się uczę, dowiaduję o sobie i o życiu, upraszczam sprawy skomplikowane (zawsze to robiłam), bo nie widzę sensu w skomplikowanym systemie. Dzisiaj robię to świadomie. Ważny jest szacunek dla samej siebie, to jak sama siebie traktuję, czy pozwalam sobie cierpieć i płakać czy cieszyć się i być szczęśliwą. Ustaliłam granice, których nie pozwalam przekraczać ludziom jeśli tego nie chcę. Jeśli uważam, że ktoś mnie atakuje – to on ma problem. Nie rozmawiam z ludźmi dla mnie toksycznymi. Bo nie muszę. To jedna z zasad dotycząca ludzi właśnie – kiedyś musiałam być miła, zawsze uśmiechnięta, mieć czas. Dziś już nie. Wiem, że to wszystko co się dzieje teraz to proces; sprawy, relacje i poglądy się krystalizują. I jedno jest pewne: wszystko się zmienia i płynie. Dlatego warto mieć taką własną listę wartości, bo w sytuacji życiowej burzy będzie ona odgrywała rolę kompasu, a w zamieci wątpliwości nie pozwoli się zgubić.
Zostaw komentarz