O moich książkach

17 - Lekcje

Od dawna ludzie zadawali sobie pytania o sens życia, jak to się stało, że tu jesteśmy i po co tak naprawdę żyjemy, skoro życie mija z prędkością światła i jedyny widoczny pewny efekt to śmierć na końcu. Ja właściwie nie zadawałam tego pytania, przyjęłam za fakt, że tu jestem i tyle.

Dzisiaj to, co do mnie przychodzi sprawia, że życie nabiera sensu i to wielkiego.

A co jeśli uwierzymy w teorie, że NIC nie dzieje się tak po prostu, że nie ma przypadków (przypadek to sytuacja, której sensu jeszcze nie rozumiemy), że ludzie, których spotykamy na swojej drodze zawsze przynoszą nam jakąś wiadomość (dobrą lub złą), że te wiadomości i doświadczenia życiowe są zawsze lekcją z której należy wyciągać wnioski oraz że przychodzimy na świat wiele razy, po to, aby nasza dusza mogła wcielać się, a przez to doskonalić? Czy w tak olbrzymim skrócie owa teoria rzuca jakieś światło na sens życia? Dla mnie rzuca. Często nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć sobie okrucieństwa na świecie, chorób, śmierci dzieci i innych traumatycznych dla nas przeżyć. A jeśli wszystko co przychodzi do nas, to właśnie lekcja? A co jeśli zanim się urodziliśmy i staliśmy tym kim jesteśmy, to świadomie wybraliśmy sobie życie, w którym spotyka nas śmierć dziecka czy ciężka choroba? Któż by świadomie wybrał takie życie? - narzuca się pytanie. A jednak – ponieważ to dusza je wybiera. A dusza wie, bo ma Boską świadomość planu i rozwoju.

Przychodząc na świat mamy misję do wykonania. Jaka ona by nie była, mianownik dla wszystkich jest wspólny: nauczyć się kochać. Kochać przede wszystkim siebie, innych i świat. Jeśli będziemy porównywać własne życie z życiem kogoś kto według nas ma lepiej, nie ruszymy ani o krok. To jest bez sensu. Mamy takie życie jakie wybraliśmy i jakie chcemy mieć. W ciągu wielu lat życia przychodzą do nas dziwne przypadki, słowa, zdania, ludzie, którzy nas nakierowują, dają wskazówki. Często nie chcemy słuchać, narzekamy, zamiast rozejrzeć się i docenić to, co dostaliśmy. Według tej teorii, wybierając naprawdę trudne życie nasza dusza uczy się np. współczucia, zrozumienia, pracy, cierpliwości, a może po prostu spłacamy karmiczne długi. Tak mówi teoria, a możliwości jest wiele. Wiem, że wielu ludzi nie bierze czegoś takiego nawet pod uwagę. Mają prawo i wolną wolę. Każdy z nas tak naprawdę szuka własnych odpowiedzi i własnego sensu. I bardzo dobrze. Wiem, że sceptycy zadadzą pytanie, a gdzie w tym wszystkim jest owa wolna wola, jeśli z góry jest wszystko wybrane i ustalone? Podobno wybieramy misję, czyli cel, ludzi, których chcemy spotkać, a wolna wola przejawia się w tym, JAK żyjemy, czy staramy się być szczęśliwi, cieszyć darem życia, czy doceniamy to, co przychodzi itd. Tak naprawdę cały czas podejmujemy decyzje, to od nas samych zależy nasze szczęście, od nas zależy czy się umartwiamy i martwimy na zapas czy uczymy się cieszyć każdą większą jak i tą drobną rzeczą.

Tak mówi teoria. Mnie się ona podobna, znajduję jej przejawy na każdym kroku. Nadal zadaję pytania, nie gubię sceptycyzmu, ani rozsądku, bo po coś je dostaliśmy, ale również uczę się podejmować decyzje sercem – czyli według tego, co czuję na dany temat. Dzisiaj jestem w stanie zrobić małe podsumowanie tego, czego do tej pory się nauczyłam. Po pierwsze tego, że jestem ważna, po drugie, że zasługuję na to, co najlepsze, po trzecie że jestem cudowna taka, jaka jestem. Z rzeczy, które przejawiają się na zewnątrz nauczyłam się mniej mówić, a więcej słuchać, cierpliwości, czyli wiem, że to co ma przyjść przyjdzie wtedy, kiedy ma przyjść (trudna to była lekcja) oraz m.in. tego, że nie o wszystkim co się dzieje w moim życiu powinnam mówić. Nie gonię też już za ludźmi, nie mam potrzeby przypodobywania (?) się innym jak to bywało, ustalam własne zasady, które kiedyś były naprawdę zbyt elastyczne. Dziś nauczyłam się nie musieć i nie zgadzać się. Zawsze byłam przeciwna zasadzie bo tak wypada i bo tak należy. Dzisiaj z całą świadomością, wręcz z wyrachowaniem, odmawiam udziału w czymkolwiek jeśli nie chcę. I już. Te wszystkie rzeczy przyszły do mnie w momencie, kiedy zrozumiałam swoją wartość, kiedy poznałam wartość czasu który mam, a który jest tak naprawdę bezcenny. Dlaczego więc tracić go na ludzi, sytuacje i wydarzenia, na które nie mam ochoty, które nic mi nie dają, a czasem wręcz odwrotnie? Naprawdę już nie muszę. Jednym z moich osobistych celów jest wolność – szeroko rozumiana, czyli m.in. brak ograniczeń w wyborach i decyzjach. Wolność dla mnie to niezależność, zerwanie z wpojonymi ograniczającymi zasadami. W dupie mam „bo tak trzeba” oraz „tak wypada”. Trochę czasu mi to zajęło – fakt, ale ważny jest efekt. Żyję i daję żyć innym, nie interesuje mnie cudze życie dopóki nie ingeruje w moje. Staram się żyć według zasady – pozwól sobie być sobą, a innym innymi.

Ostatnio słowa, które przeczytałam, a które mnie mentalnie powaliły brzmiały:

 

Człowiek tak przywyka do konieczności, że prawdziwe skłonności duszy zarzucane są do najdalszego zakamarka świadomości na lepsze czasy. Ale życie kończy się, a lepsze czasy nie nadchodzą. Szczęście wciąż majaczy gdzieś w przyszłości […] Ludzie często rezygnują z ukochanego zajęcia ze względów materialnych. […] Naprawdę jednak nawet na hobby można dobrze zarabiać, jeśli taki jest Twój cel. Na tym świecie wszystko co zostało wykonane z duszą, jest wiele warte. Jednak człowiek haruje na kogoś obcego przez większość część swego życia, ponieważ jest to konieczne do utrzymania. A dusza otrzymuje okruchy pozostałego czasu. DLA KOGO WIĘC ŻYJE CŻŁOWIEK? CZY DLA OWEGO OBCEGO CŻŁOWIEKA?

V. Zeland „Transerfing rzeczywistości”

No tak. Przecież to jest takie proste! Co więc nas powstrzymuje? Strach, lęk przed porażką, cierpieniem, żałowaniem podjętej decyzji i że się nie uda. Ale to jest tylko w głowie. Spotyka nas to, co wysyłamy, czyli to co myślimy i co mówimy. Warto pamiętać, że słowa oraz myśli mają moc sprawczą i że świat jest taki, jaki wierzymy, że jest. Ja już podjęłam decyzję, że żyje tak, jak ja tego chcę, wykorzystuję lekcje, które do mnie przychodzą, obserwuję świat wokół mnie i czuję, bo wszystko czego potrzebuję zawsze do mnie przychodzi. Wystarczy, że poproszę.

Opublikowany: Blog

Zostaw komentarz